Fani klasycznego Dark Crusade mogą otwierać szampana. Podczas tegorocznego pokazu Warhammer Skulls potwierdzono, że Warhammer 40,000: Dawn of War IV przywróci uwielbiany tryb Crusade, łącząc dynamiczne bitwy RTS z głębią strategiczną na mapie galaktyki.
To nie jest zwykły dodatek, a pełnoprawny, regrywalny moduł kampanii, który czerpie garściami z korzeni serii sprzed dwóch dekad. Rdzeniem zabawy jest turowa mapa świata, na której gracze zarządzają swoimi podbojami. Każda tura wymaga wydawania punktów akcji (Action Points) na ruchy wojsk i przejmowanie strategicznych terytoriów, co nadaje całości charakteru znanego z gier typu grand strategy.
Kluczowym elementem, który zmienia podejście do walki, jest trwałość Twojej armii. W Warhammer 40,000: Dawn of War IV jednostki nie są mięsem armatnim produkowanym taśmowo. Twoje oddziały zbierają doświadczenie, odblokowują unikalne umiejętności i zdobywają legendarny Wargear, który zachowują między kolejnymi starciami. Strata weterana w ferworze walki będzie boleć znacznie bardziej niż w standardowym trybie potyczki.
Zarządzanie kampanią opiera się na zasobie o nazwie Requisition. Zdobywamy go poprzez podbijanie regionów i wydajemy na krytyczne potrzeby: ulepszanie terytoriów, leczenie rannych jednostek czy wzmacnianie całych grup uderzeniowych (Strike Forces). Pojedyncze przejście kampanii Crusade ma zajmować od 8 do 10 godzin, co przy czterech grywalnych frakcjach obiecuje dziesiątki godzin strategicznej zabawy.
Dlaczego powrót trybu Crusade ma znaczenie?
Dla weteranów serii to jasny sygnał, że KING Art rozumie, co sprawiło, że Dawn of War stało się legendą. Połączenie meta-gry na mapie świata z RPG-owym rozwojem armii sprawia, że każda bitwa ma swoją wagę. To idealne rozwiązanie dla graczy, którzy szukają czegoś więcej niż liniowej kampanii fabularnej, oferując wolność wyboru i możliwość budowania własnej legendy w mrocznym uniwersum 41. milenium.
